niedziela, 2 marca 2014

Praca, praca

Czas biegnie nieubłaganie. Nastał marzec, co zwiastuje ponury okres wzmożonej nauki.
2 dni na uczelni wystarczyły, by zmusić mnie do zastanowienia się nad sensem robienia czegokolwiek poza projektami. W ogóle nad sensem czegokolwiek.

Projekt - ulubione słowo większości wykładowców. Nigdy nie jest sprecyzowane dostatecznie, by ograniczało studentów, ale nie jest też okazją do frywolnego wypisywania bzdur. Przy czym absolutnie nie da się ściągać przy tej formie zaliczenia ;).

I może nawet te projekty byłyby fajne, gdyby nie fakt, że konsultacje mamy raz w tygodniu, co przy ogromie założeń i wymagań staje się dość ciężkie do pogodzenia przy grupie wynoszącej 15-30 osób, a każdy ma jakieś wątpliwości, pytania i problemy. Potem przychodzi koniec semestru, nagle wszyscy mają dwa razy więcej wyżej wymienionych komplikacji przy projekcie, nie śpią po nocach, kleją, tną, drukują, a na koniec całość oddają w terminie. Nigdy nie zrozumiem jak to się dzieje.

Teraz przyswajam sobie obsługę 3dsMaxa, jako że studenci mają nieograniczony dostęp do oprogramowania Autodesku. Wspomagam się podręcznikiem jakiejś pani doktor z jakiejś politechniki i im głębiej w wiedzę, tym zawilej.
O ile w pierwszym rozdziale, gdzie nauką obsługi programu sięgała po opisy obsługi myszki, o tyle w każdym kolejnym rozdziale wrednie pisze, że już o tym mówiła, a jak student jest tak głupi, że nie przyswoił tej wiedzy, to niech idzie pracować na kasie w sklepie. Chyba jej o to chodzi w każdym razie (po zdaniu matury z polskiego wszystko ma dla mnie drugie dno).

I w ten sposób od kilku godzin mam włączony w tle program, o czym przypomina mi żałośnie patrząca się na mnie ikona. Jednocześnie nasuwa mi to wyobrażenie niedokończonego trójwymiarowego krzesła z siedziskiem w obrzydliwym zielonym kolorze.
Czas wracać do pracy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz