Jest to wzniosły moment w życiu każdego wykształconego człowieka, który z rozrzewnieniem(lub łzami żalu) wspomina moment wyboru drogi kształcenia.
Wśród założeń informatorów edukacyjnych dotyczących umiejętności maturzysty(na rok 2007) widnieje punkt "wyznaczać cele związane z dalszym kształceniem się i zaplanować sposoby osiągania założonych celów ". Tymczasem większość moich znajomych w klasie maturalnej co poniedziałek przynosiła newsy na temat ostatniej imprezy i tego w jakiej to ciemnej d*pie są przed nadchodzącą maturą. "Nadrobić 3 lata w jeden dzień - bezcenne"- abstrakcja? Nie sądzę!
Nauczyciele są wytrenowani do przekazywania wiedzy według programu nauczania, a uczniowie są już w łonie matki programowani tak, by w okresie dojrzewania być największymi debilami, żeby w przyszłości, jako robotnicy fizyczni, dźwigali państwową gospodarkę.
Zresztą czy człowiek 16,17-letni może decydować o tym, co będzie robił przez najbliższe 50 lat swojego życia? Każdy miał w klasie kogoś, kto zawsze miał pod ręką dowcipną ripostę, jakiegoś suchara albo robił zabawne rzeczy. Ilu z takich dowcipnisiów wybrało "zabawny" kierunek kształcenia, żeby potem na imprezach mówić "stary, filologia suahilijska? To jeszcze nic! Ja studiuję przyrodoznawstwo i filozofię przyrody", a po skończeniu studiów, o ile w ogóle znajdzie pracę w zawodzie, budzi się pewnego dnia z omamienia, patrzy w lustro i "Co ja najlepszego zrobiłem?!...".
Inni z kolei wybierają to, co się opłaca: medycyna, prawo, architektura, a nie mają o tym zielonego pojęcia, zdają się jedynie na ambicje rodziców, którzy marzą o amerykańskim śnie dla swoich dzieci.
Ale nie ma co zwalać winy na system, bo tego, że jest beznadziejny nic nie zmieni, trzeba się po prostu nauczyć radzenia sobie z nim. Powstają setki poradników(no tak naprawdę to nie wiem czy tylko/aż tyle) na temat inwestycji w siebie, szukania własnego ja, jak pracować z przyjemnością i tak dalej. W sieci można znaleźć mądre cytaty typu "Rób to, co lubisz, a nigdy nie będziesz musiał pracować", "Musisz odpowiedzieć sobie na jedno zajebiście, ale to zajebiście ważne pytanie. Co lubisz robić? A potem zacznij to robić." przykładów jest mnóstwo, ale we wszystkich chodzi o to samo. Genialne i proste! Wystarczy tylko to wprowadzić w życie. Ja na przykład zacznę już teraz: najpierw trzeba pomyśleć o tym, co się lubi robić. Hehe, bułka z masłem. ....
W zasadzie to może jednak pomyślę nad tym później.
Niestety określenie tego, co się lubi jest najtrudniejszą rzeczą pod słońcem, bo ja mogę stwierdzić, że lubię gotować - bo lubię, ale to nie da mi pracy, a studiów kulinarnych samych w sobie nie ma, bo taką wiedzę wysysa się z mlekiem matki i pamiętnikami prababek plus trenuje się godzinami, zachlapując kuchnię, marnując składniki, ograniczając ilość nieuszkodzonego ciała i wymyślając najnowocześniejsze wulgaryzmy.
Poza tym lubię też jeść, oglądać filmy, grać na gitarze, ale żadne z tych czynności nie jest odpowiedzią na to, co chcę robić w życiu. Lubię grać, mam nawet sprzęt estradowy, ale nie mam w najmniejszym stopniu ochoty spędzać życia na tournee, będąc niewolnikiem wytwórni muzycznych(bo zakładam, że bez tego ciężko pokryć wszystkie koszty).
Zamknięcie oczu i wniknięcie w samą siebie też wcale mi nie pomaga, bo odkrywam skrywane rzeczy, których naprawdę nie chcę widzieć i które bez powodu tam nie przebywają, a które są zbyt traumatyzujące, by pisać o nich na blogu bez ograniczeń wiekowych. Taki dygresyjny żarcik.
Nie, nie, nie.
Byłoby idealnie gdyby ludzie dobierali zawody do swoich predyspozycji, charakteru i temperamentu. To zmniejszyłoby ilość nieszczęśliwych niewolników, a zwiększyłoby ilość produktywnych pracowników, zadowolonych z życia. I tego wszystkim życzę.
Dobranoc
Martutittu
"lubię gotować - bo lubię, ale to nie da mi pracy, a studiów kulinarnych samych w sobie nie ma"
OdpowiedzUsuńGastronomia to dziedzina w której od razu z szefa kuchni się nie startuje. Najpierw zmywak, a potem coś gotować. A studia gastronomiczne istnieją i mają się dobrze.
"nie mam w najmniejszym stopniu ochoty spędzać życia na tournee, będąc niewolnikiem wytwórni muzycznych"
Przecież nie każe Ci biec od razu do wytwórni, a nawet jeśli pójdziesz to kontraktu na początek nie dostaniesz.
Zawsze można grać na ulicy, albo założyć zespół (grać w lokalach, na weselach).
Trochę słabo. Spodziewałem się czegoś bardziej wartego przemyśleń, ale to chyba wina tematu, bo za wiele o tym napisać nie można.
W tekście przewija się kilka dziwnych i błędnych argumentów. No chyba że to był sarkazm: "uczniowie są już w łonie matki programowani tak, by w okresie dojrzewania być największymi debilami" wtf
I stwierdzenie w ostatnim akapicie jest tak napisane jakby rzeczywiście to było takie proste.
Życie kopie w dupę, dlatego nie zawsze jest tak jak chcemy żeby było.
Propsy, propsy za pisanie. Czekam na więcej ciekawych rzeczy. Ave.
Nie no, z karierą muzyczną jest ciężko i albo znajdujesz wytwórnię, albo grasz po kątach dla przyjemności.
OdpowiedzUsuńWłaściwie to cały tekst miał podkreślić, że te wybory są trudne, a nie proste, a że ostatni akapit lekko brzmi nic nie zmienia. Wszystkie podręczniki lekko brzmią i to też nic nie zmienia.
Co do łona, to odnoszę się tu do natury człowieka jaką jest bycie dość lekkomyślnym w okresie dojrzewania. W zasadzie w łonie matki łączą się geny, które to warunkują. Chyba tylko ja to widzę.
Dobra, istnieją studia gastronomiczne?
Oj ciężko Cię zadowolić.
Ale masz rację. Zastanowiłam się, sprawdziłam w guglach szkoły gastronomiczne. Jednak istnieją. Przemyślałam jeszcze raz temat, ale nie ma nad czym myśleć. Wezmę na wokandę coś innego : P
UsuńOwszem, ciężko mnie zadowolić. Nadal czekam aż mnie zaskoczysz ^_________^
UsuńPisz pisz :)