środa, 19 lutego 2014

Marzenia

Sprowokowanie kogoś do działania daje zawsze najlepsze efekty ;). Ze względu na sympatię do tych tekstów umieszczam je, mimo że opublikowane zostały około 2 lat temu. Zniknęły jednak z sieci ze względu na moje dość pokręcone podejście do życia. Publikuję oba, choć są to dwie różne historie, bo ich zestawienie może dać ciekawy obraz.

Jesteśmy dziećmi do pewnego momentu. Mamy marzenia, wyobrażenia. Marzenia z dzieciństwa mają ten smak słodyczy, zapach dziecka i klimat, którego się nie da powtórzyć. Nie wolno przenosić w czasy dzisiejsze starych marzeń, bo one nie są tymi, które pamiętamy. Wtedy były idealne, dopracowane, perfekcyjne w każdym szczególe - dzisiaj to tylko źle dobrane słowa i przedmioty zupełnie bezwartościowe.

Za to wspomnienie tych marzeń to nadal czysta magia, odrobina szczęśliwości i świata, którego nikt nigdy nie zazna poza nami samymi. Czy warto to niszczyć?

Ale czy tylko to? Czy tylko marzenia z dzieciństwa powinno się zostawiać tam, gdzie były? Nie. Nie tylko.

Każdy etap życia to inna świadomość, inny moment w rzece. Marzenia dziewczyny, chociaż już nie dziewczynki, to zbiór innych elementów. Gdy po pewnym czasie do dziewczyny wracają marzenia sprzed lat i spełniają się, okazuje się, że to nie marzenia, a jeden wielki koszmar, z którego czas się obudzić.

Marzy wtedy, by zadzwonił budzik lata wcześniej i wyświetlił cucącą wiadomość "nie chcesz tego!". Nagle wszystko, co wydawało jej się ważne sypie się i traci wartość. To, w co wierzyła okazuje się być naiwnością graniczącą z głupotą, a jej wiek nagle staje się sekundami życia, niczym ważnym.

I chce zniknąć. I myśli, tak strasznie mocno myśli, zastanawia się: kim była, że tego chciała? kim była, że to wydawało się atrakcyjne?

Taka dziewczyna staje się wtedy dorosłą kobietą, która dostaje pod choinkę wymarzoną wiele lat temu lalkę. Stoi, nie wie co powiedzieć. Jej marzenie staje się materialnym koszmarem. Lecz jest to tylko materialne, a co, kiedy koszmar dzieje się w jej głowie?




Czasami zadajemy sobie pytanie "ile razy byłem bliski utraty czegoś ważnego/śmierci/popełnienia życiowego błędu?". Ja też o tym myślę. Kiedy się zastanawiam ile wygrałam, a ile mogłam przegrać , to dochodzę do wniosku, że jestem cholernym farciarzem. Los podsunął mi najpiękniejsze brylanty, a ja nieświadoma ich wartości sklasyfikowałam je jako kolorowe szkiełka, wysyłając je w odległe miejsca, bez teoretycznego powrotu. Aczkolwiek późniejsze wydarzenia nauczyły mnie pokory i teraz wiem, że chociażby to były szkiełka, to byłyby na tyle wyjątowe, że zatrzymanie ich byłoby sprawą priorytetową.  Nie wynika to, bynajmniej, z faktu, że poznałam prawdziwą wartość  szkiełek. Staram się raczej podkreślić fakt, że ocenianie pokrywki nie daje realnego wyobrażenia o obiedzie.


Dobra, następnym razem dodam coś nowszego ; ).

2 komentarze:

  1. Trzeci Bliźniak Galaktyki19 lut 2014, 15:03:00

    1. To ja w takim razie jestem dziwny. Jako dziecko moim największym marzeniem było dostać zdalnie sterowane autko, a kiedy już je dostałem to wcale się tak bardzo nie jarałem i po jakimś czasie autko kurzyło się na półce.
    Ach te czasy kiedy największym pragnieniem było pobawić się z rodzeństwem, kolegami, a największe zmartwienie to żeby nic nie nabroić :D
    Teraz natomiast mam masę marzeń. Większość jest nierealna, ale co z tego, skoro mam masę zabawy i radochy np z wymyślania szczegółów mojej podróży w kosmos, albo wyobrażania sobie kariery rockmana ;)
    2. Tak bardzo prawda. Życie potrafi dać w kość, ale daję też masę rzeczy z których należy się cieszyć. W życiu ważne są detale, a jeśli ktoś potrafi je zauważać to będzie miał masę szczęścia i radości. Ja osobiście jestem mega szczęśliwy, niekoniecznie dlatego że mam wszystko co chciałem, ale na pewno wszystko co potrzebowałem. Mam też dużo zainteresowań które dają kupę radochy :))

    OdpowiedzUsuń
  2. Trzeci Bliźniak Twój19 lut 2014, 15:25:00

    Dodam jeszcze słówko do pierwszego punktu. W pewnym momencie dzieciństwa zauważyłem że większość starszych to ludzie zbyt poważni i sztywni. Zamarzyłem sobie więc, by na dorosłe życie zachować tę dziecięcą radość życia, to wesołe zwracanie uwagi na wszystko dookoła oraz to magiczne spojrzenie na świat. Tego się trzymam i mam nadzieję że nie stanę się zbyt "dorosły" na starość :DD

    OdpowiedzUsuń