O tym jak o mało się nie "nie-narodziłam"
Prababcia moja, urodzona jeszcze w czasach zaborów, bo w roku 1913, była bardzo pracowitą kobietą. Dożyła lat 86, zmarłszy gdy ja miałam zaledwie 6 lat. Zapamiętałam ją jednak swoją dziecięcą pamięcią i do dziś wspominam jako dobrotliwą, nigdy nie podnoszącą głosu ciepłą kobietę, bardzo silną. Nie lubiła opowiadać o swoim dzieciństwie ani o młodości, co wydaje się być zrozumiałe ze względu na przeżycie obu wojen.Babcia moja mieszkała razem z mężem i rodziną w Pionkach, które w latach 30. XX wieku należały do województwa kieleckiego, a obecnie jest to teren województwa mazowieckiego. W miejscowości tej znajdowała się Państwowa Wytwórnia Prochów i Materiałów Kruszących(której budowa rozpoczęła się w 1923 roku), gdzie pracowała doskonała większość mieszkańców wsi, a w tym i Babcia. Będąc dokładną nadmienię, że pracowała w sortowni prochu bezdymnego, gdzie oprócz niej pracowało około 20 innych kobiet, a nad wszystkim czuwał brygadzista.
2 marca 1937 roku* był zwykłym dniem. Nie wiem niestety jaka była pogoda, ale wiem, że tego dnia Babcia czuła się źle. Będąc jednak kobietą niezłomną i niezdolną do opuszczenia dnia pracy, stawiła się jak zawsze na zmianę do sortowni. Choroba jednak zmuszała ją od czasu do czasu do opuszczania stanowiska pracy, by udać się do ustępu, a jak wiadomo w tamtych czasach miejsca sanitarne były elementami wolnostojącymi, nie zespolonymi z budynkami. Traf chciał, że podczas jednej z takich jej nieobecności doszło do wypadku. Mianowicie jedna z pracownic wyłożywszy na stół pojemnik z prochem wywołała niechcący tarcie, w wyniku którego doszło do dużego wybuchu. Z pożaru uratowało się kilka kobiet, których akurat nie było w sortowni oraz brygadzista, ciśnięty falą wybuchu przez okno. Była to największa katastrofa w historii PWPiMK, która pochłonęła 19 ofiar.
Babcia opowiadała o kobiecie, która pozostała przytomna, mimo że miała całkowicie rozerwane ciało, nie będąc tego świadomą i wyciągała do niej w przerażeniu ręce, pytając osmolonymi ustami co się stało. Makabryczne obrazy jakie nasuwają się na myśl są tak przerażające, że nie będę się zgłębiać w inne opisy.
Na miejscu wypadku bardzo szybko znalazły się władze i Babcia razem z innymi ocalałymi kobietami została przewieziona na przesłuchanie. Trwało ono cały dzień.
W tym czasie wieść o wypadku rozeszła się po całej okolicy, docierając do mojego Pradziadka i wszystkich domowników. Przerażony i pełen najgorszych myśli pobiegł do wytwórni by dowiedzieć się czy jego żona jest jedną z ofiar. Na miejscu powiedziano mu, że istotnie Genowefa Dąbrowska poniosła śmierć w wybuchu. Zrozpaczony Dziadek wrócił do domu i przekazał smutną wiadomość rodzinie. Przygotowano zatem świece i w myśl tradycji zaczęto wspominać Babcię. Wśród grobowej atmosfery, jaka panowała cały dzień w domu rozległ się nagle pod wieczór dźwięk otwieranych drzwi, przez które do izby weszła Babcia Gienia.
Tak się złożyło, że to imię i nazwisko było wtedy wyjątkowo popularne i Dziadek został poinformowany o śmierci innej pani, podczas gdy jego żona była na przesłuchaniu. Nie jestem w stanie wyobrazić sobie jaką ulgę musiał poczuć Dziadek, a na pewno było to coś wielkiego.
Tak niewiele brakowało, bym nigdy się nie narodziła, zważywszy na to, że Prababcia urodziła moją babcię prawie 10 lat później. Tego typu wypadek na całe szczęście nie powtórzył się więcej w Pionkach, jednak w 2 lata po tych wydarzeniach wybuchła II Wojna Światowa i dramatyczne przeżycia znów zagościły w życiu państwa Dąbrowskich. Jednak to już zupełnie inna historia.
* Źródło
Rewelacyjna historia :))
OdpowiedzUsuń:)) Dziękuję
UsuńBędzie tu coś kiedyś jeszcze?
OdpowiedzUsuńOh, z pewnością :))
Usuń